ja sie powaznie zaczynam zastanawiac, czy to, ze mieszka ze mna tutaj ta dziewczyna nie jest jakims boskim testem na wytrzymalosc i zachowanie zimnej krwi… pomijam juz fakt, ze nadal nie mam pojecia jak mozliwe jest zadawanie miliona pytan na sekunde, z czego kazde jest inne. nie, ona ma naturalny dar do irytowania wszytskiego co zyje dookola.

wczoraj w swej wspanialomyslnosci zuzyla cala ciepla wode… co oznacza ze jak wrocilam kolo polnocy z pubu moglam pomarzyc o cieplej kapieli. odwdziecze sie, obiecuje.

a ostatnio jenny prosila loui’ego zeby do niej zadzwonil (z komorki do domu) zeby miala okazje przerwac fascynujaca konwersacje i czym predzej uciec z kuchni.

a hitem ostatnich dni bylo jej pytanie, zadane tuz przed jedn z lekcji mojej kumpeli:
„czy warto wybrac sie do Londynu? Bo nie jestem pewna”

jakies watpliwosci?

albo wczoraj: zerwala sie z popoludniowej lekcji tylko o to zeby… wrocic do domu.

ktos widzi w tym jakis sens? :D
no wlasnie – to nie ma sensu