Opisywana sytuacja będzie związana stricte z tą, z poprzedniej notki. Albowiem będzie jej następstwem.

A zaczęło się to tak, że pewna Pani z druga Panią ‚zapomniały’ wysłać zgłoszenia na egzamin pewnej Pani, którą w tej sytuacji jestem ja, czego efektem jest niemożność przystąpienia do tegoż egzaminu. Gdy ta zapytała się zdziwionym głosem jak to możliwe jedna z Pań powiedziała: „No cóż, przeoczyłam to, moja wina, wielki masz żal?”. Cóż miałam powiedzieć? I tak oto wielce zawiedzione dziewczę powędrowało smętnie do domu i obwieściło rodzinie niezbyt radosną nowinę. I tu okazało sie jak waleczna jest moja rodzina. Pewien Pan – zwany dalej moim wujkiem – kładąc przede mną kartkę papieru i długopis rzekł: „Masz dziecko, pisz”. I tak się stało. Następnego poranka owo dziewczę wraz ze swoim wujkiem pojechało do niezbyt sławetnego sekretariatu z podaniem o pisemne wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Niestety nikogo nie zastali. Myślicie, że to już koniec tej smętnej historii? Nie. Niestrudzony wujek, dwa dni później, uchwycił przed budynkiem główną sprawczynię zamieszania wręczając jej wspomnianą już wcześniej pisemną prośbę. Ta robiąc wielkie oczy, cała w stresie, pokwitowała odbiór dokumentu i zniknęła w czeluściach swego wozu. Ale to dalej nie koniec…

[3 godziny później]

- Tak słucham?
- Halo, czy ja rozmawiam z Panią X?
- Nie, ale jestem jej matką, a o co chodzi?
- Chciałam powiedzieć, że córka została dopuszczona do egzaminu.
- Jak to możliwe? Przecież nie było żadnej możliwości.
- Podjęłyśmy wszelkie możliwe kroki w tej sprawie i udało nam się uzyskać zgodę na dopisanie Pani córki na listę zdających.
- Dziękuję bardzo, do widzenia.
(rozmowa została zaprezentowana w skrócie)

Czyżby strach (sąd?) zajrzał w oczy?

I dwa wnioski:
1. Walcz zawsze do końca – a nuż coś ugrasz.
2. Zawsze chciej wszystko na piśmie.