Zawsze jest na coś sezon, Boże Narodzenie, jakaś rocznica, a teraz nastał miłościwie nam panujący sezon na Wielkanoc. Ileż to trzeba w mniemaniu wielu ludzi zrobić, a ile z tych rzeczy jest zupełnie nieużyteczne. Bo jaki jest sens w myciu 12 okien połaciowych, jak i tak następnego dnia osiądą na nich miliony pyłków licznie kwitnących drzew?

W prace sezonowe zostałam wciągnięta i ja, definitywnie. Ratuje mnie tylko zakaz dotykania i wąchania świeżych warzyw. Niby fajnie ale z drugiej strony nic nie możesz zrobić, żeby przy okazji się nie udusić. Zatem dostałam bardzo odpowiedzialną misję malowania pisanek i pieczenia sernika. Obie misje zakończone sukcesem, choć w przypadku jajeczek to raczej sukces jednostkowy.
dscn2598wa3.th.jpg
Na sernik zapraszam, tylko niezbyt tłumnie, bo nie chce mi sie drugiego robić. Ci co nie zdążą teraz mogą poczekać do przyszłego roku.

Dom nosi już poważne znamiona przybycia świąt – taki wysprzątany i pachnący ciastami, szkoda tylko, że nie można tego powiedzieć o moim pokoju, któremu standardowo do czystości jeszcze daleko, co przyprawia mnie o ból głowy bo moja mama nie zapomina mnie o to nieprzygotowanie do świąt opierniczyć za każdym razem jak u mnie zawita. Może do przyszłych świąt zdążę?

W sumie będzie to takie pretensjonalne (?) albo może raczej komercyjne, ale:

Wesołych Świąt Wielkiej Nocy
Mokrego Zająca
Bogatego jajka
i Smacznego Dyngusa

a może to jakoś odwrotnie było?