Chyba wiosna się zbliża, i to bynajmniej nie dlatego, że zaczyna mnie wszystko, od latających w powietrzu nieznośnych pyłków, swędzieć. Wysnułam takie wnioski, iż wraca tak dobrze mi znany stan wieczornego otępienia umysłu. Ciekawie to wygląda… w dzień tryskam energią i pozytywnym nastawieniem do świata a wieczorem, tak jakbym cały swój optymizm oddała w ciągu dnia, zostaję z niczym i pogrążam się w nieciekawych myślach. Może trzeba iść spać, żeby nie myśleć i podładować baterie? Ale jak tu zasnąć jak gdzieś pod kopułą kręci się w kółko milion nieskończonych myśli. Nie ma co… mam problemy – życiowe, jeśliby poddać je kwalifikacji. Znam taką jedną co by mi teraz powiedziała: „Cokolwiek bierzesz – bierz tego więcej albo rzuć”. Ja chyba biorę za mało.

„To jest mój sen
ten sen przeraża mnie
w pokoju bez ścian
zamykam się
nie ma nic
nie ma mnie
niby bezpiecznie
ale wcale nie jest dobrze
w moim śnie”

puenta?
‚Po co walę się młotkiem w głowę?
Bo jest tak cudownie, kiedy na chwilę przestaję.’