Ufff, no i pierwszy semestr za nami. Musze się kurcze pochwalić, bo pęknę. Zaliczyłam sesję wyrabiając 200% normy a zamiast ocen cząstkowych powiem, że całkiem zadowalająco… nawet bardzo zadowalająco.

W ramach mojej uciechy posesyjnej pojechałam cieszyć się za granicę (za granicę – jak to dumnie brzmi) bo aż do Czech. Zabrałam ze sobą trochę Warzyw i Lalkę Niedużą oraz przede wszystkim pewnego Fujitsu Siemensa – laptopa, który z uporem maniaka obwieszczał, że nie może znaleźć systemu operacyjnego. Ale nie zrażając się niczym z dzielnym Kalafiorem z nie mniejszym uporem wspólnymi siłami udowodniłyśmy mu, że się myli i zmusiłyśmy do współpracy. Po uporaniem się z pierwszym stojącym na drodze do szczęścia niejako problemem na horyzoncie wyrósł następny. Trzeba było zorganizować przeprawę przez las w celu zdobycia sprzętu w postaci desek, kijków i butów (wszystko w liczbie 2) . Było to o tyle trudne, że do miejsca gdzie pozostawiono nas samym sobie prowadziła jedna droga, długa zawiła i… nieprzejezdna. Wyprawa trwała… i trwała… i trwała… (teraz opuszczę pewien fragment) a właściwie tyle trwało samo podejście pod górę (dodam tylko, że droga powrotna po oddaniu sprzętu wcześniej wymienionego trwała, bagatelka, dwa razy dłużej). Ale wreszcie dotarłyśmy, dzielnie i niestrudzenie bieżąc pośród śniegów i zamieci. No i oczywiście odkryłam w sobie nowy talent, niecodzienny, niespodziewany, niestety wzorowany na głównej postaci Dirty Dancing 2 – talent kobiety gumy. Banalne? Tak, ale za to jakie komiczne. I powinnam jeszcze oficjalnie stwierdzić, że moim nowym idolem, zaraz przed osławionym Chuckiem Norrisem, stała sie niezastąpiona Alicja Szymczyszyn – bo któż inny potrafiłby nagrać Internet na płytę winylową? Uhhh, działo się działo, aż miejsca by brakło, żeby to wszystko opisywać, więc chyba na tym zakończę :] Jakby ktoś się bardzo domagał kontynuacji powinien dostarczyć mi podanie w dwóch kopiach z załączeniem trzech zdjęć i zaświadczenia o niekaralności. Wystarczy w komentarzach.

No tak, ale wszystko co piękne niebywale szybko się kończy, więc i nasze szczęście nie mogło trwać długo… co oznacza ni mniej ni więcej, że pełną parą rozpoczął się drugi semestr. Cóż można na to poradzić?

LET THE GAME BEGIN