Tak sobie myślałam dzisiaj, co mogłabym napisać. W końcu dawno już się nie odzywałam, a sama przyzwoitość wymaga od czasu do czasu dać znak życia. Jednak niczego mądrego nie wymyśliłam. Właściwie to niczego nie wymyśliłam, nie wspomiając już o tym, żeby to choć było w miarę sensowne.

Tę notkę możecie potraktować jako
DOWÓD ŻYCIA

Nie wiem czy was to ucieszy czy nie, ale jednak żyję. I ja szczerze mówiąc bardzo się z tego cieszę, bo od niedawna żyję tak jak dawniej. Szczęśliwa i naprawdę wolna. Wolna od myśli, bezsensownych działań, od zbędnych uczuć, które tylko niepotzebnie zajmowały zbyt wiele miejsca w mojej głowie.
To uczucie to mój dowód życia.

Czy jest morał?
dla każdego inny…