‘Zamykam oczy i pozwalam ciału się wyłączyć, a umysłowi wędrować. Wędruję do znajomego miejsca. Miejsca, o którym nie mówię ani nie ujawniam jego istnienia. Miejsca, w którym jestem tylko ja. Miejsca, którego nienawidzę.

Jestem sam. Sam tutaj i sam na świecie. Sam w sercu i sam w głowie. Sam wszędzie przez cały czas, od kiedy pamiętam. Sam w Rodzinie, sam z przyjaciółmi, sam w Pokoju pełnym Ludzi. Sam, kiedy się budzę, sam każdego koszmarnego dnia, sam, kiedy w końcu nadchodzi ciemność. Jestem sam na sam z przerażeniem. Sam na sam z przerażeniem.

Nie chcę być sam. Nigdy nie chciałem być sam. Kurewsko tego nienawidzę. Nienawidzę tego, że nie mam z kim porozmawiać, nienawidzę tego, że nie mam do kogo zadzwonić, nienawidzę tego, że nie mam nikogo, kto potrzyma mnie za rękę, przytuli mnie, powie mi, że wszystko będzie w porządku. Nienawidzę tego, że nie mam nikogo, z kim mógłbym dzielić nadzieje i marzenia, nie znoszę tego, ze nie mam nikogo, kto powiedziałby mi, żebym się trzymał, ze jeszcze kiedyś je odnajdę. Nienawidzę tego, ze gdy krzyczę, a krzyczę jak opętany, to krzyczę w pustkę. Nienawidzę tego, że nie ma nikogo, kto by usłyszał mój krzyk, kto pomógłby mi nauczyć się, jak przestać krzyczeć. Nienawidzę tego, że umrę sam. Umrę sam na sam z przerażeniem.

Bardziej niż czegokolwiek zawsze pragnąłem bliskości drugiej osoby. Bardziej niż czegokolwiek zawsze pragnąłem uczucia, że nie jestem sam.’

milion małych kawałków
james frey

więcej słów nie potrzeba