Rozpoczęłam nowe życie.
Tak, dobrze zrozumieliście.
Nowe życie, które zaczyna sie pełną radości eyforią. Objawia się to różnie, a i zmusza do myślenia.
Skąd wiem?

Symptom pierwszy: jak nigdy, z radością wstaję z łóżka [co w moim przypadku, nagimnnego lenia i śpiocha, jest co najmniej dziwne]

Punkt drugi programu: nie spóźniam się na tramwaj! [to tez niesłychane, bo zazwyczaj moje poranne ćwiczenia zawierały w sobie sprint na przystanek]

No i to kolejne, ostatnie… chyba najbardziej widoczne: wsiadam do tramwaju, uśmiecham się do samej soebie o do zupełnie mi obcych ludzi. Oni za to wyglądają, jakby zobaczyli kosmitę.

Czy widok uśmiechniętego człowieka naprawdę jest taki dziwny?

Mój stan da sie okreslić jednym słowem:
EUFORIA!

„I’m singing in the rain
Just singing in the rain
What a glorious feeling, I’m happy again
I’m laughing at clouds, so dark up above
The sun’s in my heart
and I’m ready for love…”