Tym z pozoru nieciekawym tematem rozpocznę. Bo wbrew pozorom dni przeznaczone na próbną maturę okazały się bardzo wesoło.
Polski – jakoś poszło… w pamięci utkwiło mi koszmarne zimno rodem z antarktydy i pisanie w rękawiczkach.
Angielski – karetki, ciężarówki przejeżdżające pod oknem w trakcie listeningu, kompletnie niezrozumiałe artykuły na rozszerzonym… chyba będzie dobrze nie?
WOS – no comments – chyba nie było źle…

Ale musze jeszcze wrócić do przeszłości… niedziela – Rocker Club – karaoke… wieczór jakich mało. Klasa, brak talentu i wielkie checi do śpiewania :D

Było super.