Jak tak spojrzałam z perspektywy na to co sie tu ostatnio działo doszłam do wniosku, ze zrobiło się śmiesznie sentymentalnie, chyba się starzeję. No cóż, widocznie 18 lat to juz wiek w którym robimy się sentymentalni i szukamy czegoś co według naszych urojonych marzeń jest dla nas najlepsze. No i doszłam do wniosku że sama siebie musze skrytykować za tą ‚uczuciowość’ choć w sumie jak spojrzałam na siebie w lustrze nigdy taka nie byłam. I co? Znowu zrzucę winę na starzenie się? Te metafizyczne biadolenie zaczynało mnie męczyć, to chyba jednak nie mój klimat. Jestem zakochana to fakt, ale to chyba bardziej powód do radości niż do smutku, chyba że pod uwagę wezmę to, że moją cechą charakterystyczną jaką ostatnio zauważyłam stało się wyszukiwanie sobie na siłę problemów. Ale znowu zaczynam gadać w kółko o jednym. Powinni mi dać jakiś zakaz sądowy mamrotania o jednym. Taak to już coś. Uświadomić sobie o własnej monotematyczności. To dla odmiany, nie nie będę się żalić, powiem wam… a z resztą. Idę się położyć na moim kochanym łóżeczku do góry brzuchem i poczytam wreszcie coś ludzkiego, a nie jakieś pożałowania godne szkolne lektury.

CYA = See You dla nie wtajemniczonych.

P.S.
W razie jakichkolwiek problemów wynikających z nie zrozumienia mojej postawy w miejscu tym jak i całym moim życiu prosze o niezwłoczny kontakt.