Dzisiaj właśnie to wydarzenie miało miejsce w moim liceum… Wszystkie pierwsze klasy konkurowały o zdobycie pierwszej nagrody (która tak na marginesie mówiąc były kremówki). Każda klasa pokazała coś innego.
Jako pierwsza wystąpiła klasa 1b – klasa przyrodnicza – i pokazała nam jak wygląda życie w podmiejskim szpitalu (byłoby świetnie, gdybyśmy ich słyszeli).
Następni byli uczniowie z klasy 1e, którzy przedstawili miłość Romea do Julii w realiach dzisiejszego życia (tak prawdę mówiąc byli świetni).
Jako trzecia w kolejności była klasa 1a, która poobwijana w prześcieradła wygłosiła „Bogurodzicę” (powtarzając ją trzy razy, nikt tak naprawdę nie wiedział, o co im chodzi).
Czwarta w kolejności była moja klasa – 1d. Pokazaliśmy nieco unowocześnioną wersję wszystkim nam znanej bajki o wdzięcznej nazwie „Kopciuszek” (byłoby OK gdybyśmy bili do tego przygotowani).
A na końcu (niekonieczne szarym) zobaczyliśmy klasę 1c, która wcieliła się w rolę Adama i Ewy mieszkających (do czasu) w raju.

Nikt tak naprawdę nie wie czym kierowało się jury ale ustalili taką kolejność:
Pierwsze miejsce zajęła opowieść o miłości, która zakwitła w dwóch od lat zwaśnionych rodach (1e). Następnie ulokowała się Ewa wraz z jej towarzyszem Adamem (1c). A po nich wszystkim, na trzecim miejscu, sprzątał biedny Kopciuszek(1d).

Nikt z nas nie wie jakim cudem udało nam się zająć, w gruncie rzeczy, tak zaszczytne trzecie miejsce, ale większość śmie przypuszczać, że chyba przez litość jury do dla naszej nieudolności.

Tutaj chyba już zakończę moje wywody, bo zrobiło się z tej notki małe wypracowanie. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tej notki (jeśli ktokolwiek tutaj dotarł i nie znudził się po drodze) nie jesteście na mnie za bardzo wściekli, że kazałam wam takie nudy trawić, jednak nie mogłam się powstrzymać i napisałam to co uważałam za stosowne.

I tym optymistycznym akcentem kończę…
Pozdrawiam